Nasz serwis internetowy może wykorzystywać ciasteczka, które służą identyfikacji Twojej przeglądarki podczas korzystania z naszej strony, abyśmy wiedzieli jaką stronę Ci wyświetlić.
Ciasteczka nie zawierają żadnych danych osobowych. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.

Chcesz pomóc? Nie dawaj!

Na ruchliwych skrzyżowaniach i stacjach benzynowych próbują czyścić szyby w samochodach. Mają wiaderko z brudną wodą i wycieraczki. Inni kręcą się po kawiarnianych ogródkach, żeby sprzedać świeże kwiaty lub wprost poprosić o pieniądze. Bywają nachalni lub bezgranicznie smutni i tym trudno się oprzeć. Najczęściej łamią się rodzice dbający o własne dzieci. Sposób myślenia jest prosty: nasze pociechy są właśnie nad morzem, na koloniach, u babci.., a te? Dam parę groszy, to kupi sobie coś dobrego. Wrażenie robią też dzieci rekwizyty, które służą proszącym o wsparcie matkom. Najczęściej są zdrowe i tylko siedzą z podwiniętymi nogami, aby grać rolę kaleki. Zdarza się, że „troskliwi” opiekunowie krępują im nogi nawet drutem lub specjalnymi szynami.

Temat dziecięcego żebractwa powraca w każde wakacje, bo też zjawisko nasila się z początkiem sezonu. Nawet specjalistom trudno ocenić jego wielkość, bo grupy żebracze przemieszczają się między miastami, podążają szlakiem dużych imprez kulturalnych, koncertów, zlotów i pielgrzymek czyli wszędzie tam, gdzie mogą znaleźć potencjalnych jałmużników. Od tego wyspecjalizowanego żebraczego procederu, z którego utrzymują się często całe rodziny, i który bywa organizowany przez gangi, trzeba odróżnić szczeniackie wygłupy i autentyczną życiową konieczność. Ta ostatnia jest naprawdę rzadko spotykana. Najczęściej opiekunowie wypychają dzieci na ulicę, aby zajęły się jakąś pseudopracą lub wyłudzaniem pieniędzy, które potem idą na wódkę lub narkotyki dla starszego brata.

Z drugiej strony dzieciaki, które po prostu w wakacje się nudzą, a nie mają gotówki na rozrywki, często żebrzą dla zabicia czasu. Zakładają się, kto więcej zbierze, pozują na umorusanych łachmaniarzy, a potem idą na hamburgery albo do kafejki internetowej.

Inne mają już za sobą pierwsze konflikty z prawem i nadzór kuratora. Żebrzą, bo w domu jest przemoc i bieda, a nie znają innego sposobu na życie. Stąd prosta droga do drobnych kradzieży i wymuszeń. Są też dzieci na gigancie, czyli uciekinierzy z domu i placówek opiekuńczych, ale w najtrudniejszej sytuacji są te, kupowane do pracy przez wyspecjalizowane gangi i zmuszane do żebractwa, handlu narkotykami lub prostytucji. Są przygotowywane do swojej pracy i będą powtarzać swoje wyuczone kwestie o chorym rodzeństwie czekającym na ten właśnie grosik. Dobrze, jeśli dostaną za swoją pracę posiłek, bo przecież żebrak nie może wyglądać zbyt dobrze.

Dziecięce żebractwo nigdy się nie skończy, tak jak nie można całkowicie wyeliminować jego przyczyn czyli biedy, bezrobocia, uzależnień lub niezaradności życiowej. Do skutecznej walki z nim niezbędne jest dotarcie do każdego przypadku przez specjalistów i odpowiednia postawa społeczeństwa. Jak, wobec tego, powinien zachować się zwykły człowiek? Czy należy próbować oceniać, czy mały żebrak to zwykły naciągacz, czy dziecko skrzywdzone przez otoczenie i w autentycznej potrzebie? Najlepiej zawiadomić odpowiednie służby czyli policję, straż miejską lub pomoc społeczną. Obecne rozwiązania prawne pozwalają pomagać dzieciom żebrzącym okazjonalnie i tym, wykorzystywanym przez opiekunów lub gangi. Twarde prawa rynku obowiązują również w żebraczej profesji. Jeśli nie będziemy wspierać przez datki, to straci ona rację bytu. Kampanie społeczne stale edukują mieszkańców miast i turystów, że to jedyny skuteczny sposób walki a jednocześnie pomocy dzieciom pokrzywdzonym. Chcesz pomóc? Nie dawaj, ale nie przechodź obojętnie.

 

Napisał:

avatar

Absolwentka Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych i Filologii Angielskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Metodyk, językoznawca i nauczyciel dzieci i dorosłych.

4 Komentarzy do “Chcesz pomóc? Nie dawaj!”

  1. avatar lena pisze:

    Zdarzyło mi się kiedyś dziecku z karteczką „zbieram na jedzenie” dać drożdżówkę to zostałam przegoniona! Od tamtej pory zawsze zastanawiam się na co poszły by podarowane przeze mnie pieniądze….

  2. avatar MAREK P pisze:

    No właśnie, na co?
    Najprawdopodobniej „kochany” tatuś kupiłby sobie piwo.

  3. avatar Lidia pisze:

    Strasznie jest widzieć te dzieci :( a serce się łamie. Jednak wiadomo że pieniądze nie są sposobem pomoc. Ja zawsze daję jedynie produkty, do mnie kiedyś na parkingu supermarkecie podeszła kobieta z dzieckiem prosiła o chleb i mleko, oczywiście że wyjęłam z zakupów to co kupiłam i jej oddałam..

  4. avatar sofi pisze:

    Kiedy spotykam dziecko żebrzące na ulicy to bez względu na opinię jaka panuje na ten temat daję jakąś symboliczną kwotę – przeważnie2 zł. Robię tak ponieważ uważam, że nie należy karać dzieci lecz osoby, które za nie odpowiadają. Dzieci, które żebrzą na ulicach nie znajdują się tam z własnej woli lecz zostają zmuszeni do tego przez swoich rodziców lub inne osoby szukające łatwego zarobku. Od tego ile przyniosą często zależy to, czy będą miały co zjeść na kolację lub śniadanie (jak nie przyniosą nic mogą zostać ukarane i pójdą głodne spać). Dlatego zastanówmy się czy odmowa wsparcia jest zawsze uzasadniona?

Zostaw odpowiedź

Komentarz