Nasz serwis internetowy może wykorzystywać ciasteczka, które służą identyfikacji Twojej przeglądarki podczas korzystania z naszej strony, abyśmy wiedzieli jaką stronę Ci wyświetlić.
Ciasteczka nie zawierają żadnych danych osobowych. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.

Moje dziecko rządzi czyli jak wychować małego tyrana.

Pewnego dnia, trzyletnia Kasia odmówiła zjedzenia obiadu. Nie pomogły prośby ani groźby mamy, obietnice babci ani wizja głodu, kiedy zdesperowane kobiety schowały zimny obiad do lodówki. Gdy późnym popołudniem wrócił z pracy dziadek, Kasia uważnie obserwowała go przy posiłku. Dziadek czytał gazetę i jadł rozdrobniony kotlet samym widelcem. Kasia postawiła warunki: będzie jadła obiad z dziadkiem, i tylko, kiedy ten czyta gazetę. Pewnego upalnego dnia, dziadek rozebrał się do pasa. Odtąd Kasia jadła obiad tylko, jeśli dziadek nie miał na sobie koszuli…

Poza porą posiłków, Kasia jest pogodnym dzieckiem, ale… to ona dyktuje warunki. Jeśli powie NIE, trzeba natychmiast spełnić jej żądanie, bo inaczej skończy się wrzaskiem, wyciem i pluciem. Karmisz swoje dziecko przed telewizorem, komputerem, tylko w ogródku lub stojące na stole? Masz w domu małego tyrana.

Psychologowie stwierdzają, że liczba takich dzieci stale rośnie i coraz więcej domów staje się polem walki o władzę. Trudno znaleźć skuteczną receptę na takie zachowanie bez postawienia diagnozy, a przyczyna może tkwić w krańcowo różnych postawach rodziców. Albo są zbyt surowi, albo nadmiernie pobłażliwi. Najtrudniej jest kochać mądrze czyli jednocześnie wymagać. Rygory bez miłości to bezduszna tresura, ale jeszcze groźniejsza jest nadopiekuńczość i traktowanie dziecka jak oczka w głowie. To prowadzi do wiecznych ustępstw i, z czasem, do kompletnej dezorganizacji życia rodzinnego. Zaczyna się niewinnie. Najpierw pierzemy codziennie ulubioną koszulkę, bo inaczej synek nie pójdzie do przedszkola, a potem…strach pomyśleć.

Jedynym sposobem opanowania sytuacji jest zapewnienia dziecku poczucia bezpieczeństwa poprzez stworzenie spójnego systemu praw i obowiązków czyli regulaminu. Chodzi o stabilizację emocjonalną, a nie tylko zapewnienie stałych pór posiłków czy kąpieli. Dziecko bez wyznaczonych granic, czuje się bardzo niepewnie i nie wie jak poruszać się w swojej rzeczywistości. Wyobraź sobie, że siedzi na wysokim stołku, w ciemnym pokoju, i nie wie, gdzie są ściany. Macha nogami w powietrzu, bo podłoga jest gdzieś daleko. Mając jasno wytyczone granice, może się w nich bezpiecznie poruszać. To taki psychiczny kojec, a na przyszłość, pas bezpieczeństwa. Stosując system naturalnych konsekwencji (czytaj również „Masz szlaban” czyli o mądrym karaniu) możemy mieć poczucie, ze wychowamy człowieka dobrze przystosowanego do życia w społeczeństwie, w którym obowiązują przecież określone prawa, kodeksy postępowania i moralność. Nikt nie przychodzi na świat jako potwór, ale się nim staje. Dzieci same z siebie nie popełniają błędów, to rodzice bezwiednie sprowadzają je na złą drogę.

Napisał:

avatar

Absolwentka Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych i Filologii Angielskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Metodyk, językoznawca i nauczyciel dzieci i dorosłych.

4 Komentarzy do “Moje dziecko rządzi czyli jak wychować małego tyrana.”

  1. avatar Joanna pisze:

    Gdy rodzimy nasze pierwsze dziecko jesteśmy przerażone. Nie wiemy jak zająć się taką małą istotką. Gdy nie ma obok nas mamy, teściowej, kogokolwiek, kto wie cośkolwiek na ten temat… to mamy niemały problem. Jakoś z czasem TO ogarniamy. Ale „jakoś” nie oznacza- dobrze. Jedna radzi sobie z wychowaniem lepiej, druga gorzej. A dziecko rośnie na takiego człowieka, na jakiego pozwolimy mu wyrosnąć.

  2. avatar beauty pisze:

    RODZICE ZAPOMINAJĄ,ŻE ICH CUDOWNYMI ROZPUSZCZONYMI DZIEĆMI KTOŚ SIĘ POTEM MUSI ZAJĄĆ W SZKOLE CZY PRZEDSZKOLU

  3. avatar Anna55 pisze:

    Sama nie byłam ‚wychowywana’ przez rodziców i ja wychowałam absolutnie rozpuszczoną latorośl, ale jakoś znalazłyśmy swój własny rozum. Uważam, że wszystkie reguły stosują się tylko w pewnym stopniu i do pewnej liczby przypadków

  4. avatar ROMANA pisze:

    TAK,TAK-JAKO BELFER WIEM COŚ O TYCH „PO MISTRZOWSKU”ROZPUSZCZONYCH „MALEŃSTWACH”…..NAJGORSZE JEST TO,ŻE TACY RODZICE NIE PRZYJMUJĄ DO WIADOMOŚCI,ŻE POPEŁNIAJĄ BŁĘDY A WINNYCH SZUKAJĄ PO BOKACH.

Zostaw odpowiedź

Komentarz