Nasz serwis internetowy może wykorzystywać ciasteczka, które służą identyfikacji Twojej przeglądarki podczas korzystania z naszej strony, abyśmy wiedzieli jaką stronę Ci wyświetlić.
Ciasteczka nie zawierają żadnych danych osobowych. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.

Naszym zdaniem…- książka „Podróżą każda miłość jest” Iwony Jurczenko-Topolskiej

Książka Podróżą każda miłość jest Iwony Jurczenko-Topolskiej wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest to książka beznadziejna, z drugiej – wspaniała.

Zacznijmy od beznadziejności, żeby na końcu recenzji można było rozświetlić mroki. Książka to przede wszystkim dwie wielkie katastrofy. Historia i język. Jeśli chodzi o historię – gdybym nie została zapewniona, że opowieść, którą raczy nas książka jest prawdziwa, nigdy bym w nią nie uwierzyła. I w zasadzie muszę się przyznać – nie wierzę w nią nadal. Bo czy człowiek o zdrowych zmysłach, taki zupełnie normalny, zakochuje się do szaleństwa w mniej więcej trzydzieści sekund, a po godzinie znajomości ma już ustaloną datę ślubu (jak najszybszą)? No nie. Chyba że pod wpływem alkoholu, albo nie tylko niego. Ale bohaterowie książki jawią nam się najzupełniej normalni i trzeźwi (przynajmniej przez większość czasu, bo mąż lubi sobie czasem zdrowo popić i stracić pamięć, ale akurat nie w tym przypadku).podroza-kazda-milosc-jest12

Cała ta miłosna bajka jest tak nieprawdopodobna, że wywołuje uśmiech politowania, który, niestety, nie zniknął zupełnie wraz z postępem książki. Ale przynajmniej znacznie przygasł.

Drugą katastrofą, jeszcze większą nawet, jest język. Jest infantylny, z poetyką na poziomie czterolatka (nie obrażając czterolatków, ale wystarczy popatrzeć na tytuł…) i po prostu idiotyczny. Cudem da się to czytać, a szczególnie wstawki kursywą, który odkrywają cały arsenał złego gustu autorki i dodatkowo doprowadzają do niestrawności ciągłymi, przesłodzonymi wyznaniami miłości. A wstawek takich jest dużo, ostrzegam.

Z drugiej strony książka jest piękna. Jest wyciskaczem łez i wyciskaczem uśmiechu jednocześnie. Zasmuca, by za chwilę podnieść na duchu do poziomu nieba. Serce rośnie, rośnie wiara w ludzi, wiara w prawdziwą miłość. To opowieść o miłości, która rozprasza mrok i leczy rany. – ma rację Kora na okładce, ma całkowitą rację. I już nawet zapomina się o politowaniu, zapomina się o dennej poetyce, zapomina się o obrzydliwym przesłodzeniu, które wypełnia żołądek. Pamięta się tylko ciepło, szczerość i słodycz płynącą z tych kartek.

Choć chciałabym tę książkę polecić wszystkim – wiem, że nie mogę. Osoby, które nie przepadają za romansami, nie dobrną nawet do połowy, choćby bardzo chciały. Jeśli jednak romanse Wam nie straszne, a nawet przepadacie za nimi – walcie drzwiami i oknami do WWL MUZA SA. Szybko!

Napisał:

avatar

Redakcja to jednorazowy wpis wielu kobiet, które chciały w jakikolwiek sposób współtworzyć nasz serwis. Teksty sa zredagowane przez team autorów.

Brak komantarzy.

Zostaw odpowiedź

Komentarz